Choroba jasna, mało czasu. Miałem ambicje, żeby codziennie podgryzać was swoją nikczemną krytyką, ale pranie, sprzątanie i przedświąteczne szczurze zabiegi nie pozwalają mi pastwić się regularnie nad białostockim krajobrazem kulturalno-obyczajowym.
Jednak chciałbym, żebyście wiedzieli, że jestem czujny. Niedzielnego śniadania nie zjem, a przedpołudniowego magazynu koturnowego w lokalnej rozgłośni wysłucham. Gdyby żył mój dziadek, praszczur (chlip, chlip), uśmiechałby się z pewnością pod wąsem, bo audycję prowadzono z poczuciem humoru z czasów jego młodości (sprzed wielkiej a jadowitej dżumy, jak to określał). Z kolei recenzja ostatniego koncertu w Operze i Coś Tam Coś Tam Tutejszej dostarczyła mi rozkoszy porównywalnej z wonią mojego ulubionego przeterminowanego brie. Pani Magdo, za rzeczowość i bezkompromisowe podejście do sprawy - ukłony.
Poza tym sami wiecie: tandeta hiperjarmarczna przyprawia o ból zębów, a aranżatorów wszechobecnych idiot-kolęd zabijam w myślach i mam nadzieję dostać się w zamian do nieba. Ech, święta...
Jednak chciałbym, żebyście wiedzieli, że jestem czujny. Niedzielnego śniadania nie zjem, a przedpołudniowego magazynu koturnowego w lokalnej rozgłośni wysłucham. Gdyby żył mój dziadek, praszczur (chlip, chlip), uśmiechałby się z pewnością pod wąsem, bo audycję prowadzono z poczuciem humoru z czasów jego młodości (sprzed wielkiej a jadowitej dżumy, jak to określał). Z kolei recenzja ostatniego koncertu w Operze i Coś Tam Coś Tam Tutejszej dostarczyła mi rozkoszy porównywalnej z wonią mojego ulubionego przeterminowanego brie. Pani Magdo, za rzeczowość i bezkompromisowe podejście do sprawy - ukłony.
Poza tym sami wiecie: tandeta hiperjarmarczna przyprawia o ból zębów, a aranżatorów wszechobecnych idiot-kolęd zabijam w myślach i mam nadzieję dostać się w zamian do nieba. Ech, święta...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz