Szczurzym okiem zerknąłem dziś na stronę internetową lokalnej gazety i oczy poczerwieniały mi jeszcze bardziej:
,,Marka Białystok..."
Pomijam treść. Zwróćcie uwagę na autora. Materiał podpisany jest ,,na podst. Radia Białystok". To chyba precedens w naszej lokalnej praktyce. Deficyt publicystów w czołowym tytule podlaskich mediów?
,,Marka Białystok..."
Pomijam treść. Zwróćcie uwagę na autora. Materiał podpisany jest ,,na podst. Radia Białystok". To chyba precedens w naszej lokalnej praktyce. Deficyt publicystów w czołowym tytule podlaskich mediów?

„Marka” się przebrała (tylko jakie to przebranie?). Jedna czwarta przybyszów nie pamięta nic z wizyty w Białymstoku. Może to wina tutejszych trunków, o których też mowa w tekście? Ryszard Ochódzki, zwany Misiem, również nic nie pamiętał z podróży do Anglii, poza tym, że wódka u nich mocna i śmierdzi myszą. A może w turystycznej amnezji mieszał swoje łapki jakiś białostocki szczur, bo ta żubrówka też tak gryzoniowato nieco zalatuje…
OdpowiedzUsuńO paradoksie! Co do przybyszów, to ja swoim zaprzyjaźnionym prezentuję Białystok ,,za pomocą" Supraśla, jurty tatarskiej w Kruszynianach, ew. Tykocina. Do tego kawa w Odeonie i obiad w Folwarku Nadawki.
OdpowiedzUsuń